Czarcia Maczuga (aka Diabelska Maczuga): to pojedyncza, piaskowcowa maczuga skalna, położona w Gorzeszowie pod Kamienną Górą. Z profilu szczególnie imponująco nie wygląda, ot taki tam spłaszczony kawałek piaskowca. Zaciekawienie rośnie jak popatrzymy na nią en face — także dlatego, że skałę wykorzystano jako naturalny cokół pomnika Bitwy Narodów.
Gwoli krótkiego przypomnienia: stoczona w 1813 roku bitwa pod Lipskiem stanowiła największą i kluczową porażkę w kilkunastoletniej kampanii Napoleona Bonapartego (wszyscy pamiętają o Waterloo, ale to już było loo). Dla Polaków kres ostatecznych marzeń o odbudowie państwa na bazie Księstwa Warszawskiego, i to nie tylko przez śmierć ks. Pepi w nurtach Elstery. Dla Europy kres strachu, że dawny porządek się rozleci, dla plejady niemiec państewek szansa na zrzucenie francuskiej podległości. (Związek Reński jako jeden z elementów toczących się wówczas już od tysiąclecia zmagań o ten pas ziemi łączący apenińskiego buta z Jutlandią, czytałbym.)

Rok 1813 w historii kajzerowskich, coraz bardziej nacjonalistycznych, Niemiec był tak ważny, że po stu latach uczczono go na tysiąc sposobów, m.in. budując Halę Stulecia w Breslau (tę, co to później chciała mieć swój wizerunek), ale też wznosząc mnóstwo pomników z napisem „1813-1913”. Jednym z nich jest właśnie Czarcia Maczuga, na której jakiś murarz-artysta wybetonował dość brutalistyczną tablicę, przepoczwarzając skałę w pomnik.
Czego by tu o Niemcach nie mówić, na murarce się znają, więc kolejne sto z okładem lat później artefakt, chyba noszący nawet ślad jakiegoś pocisku, nadal trwa i przyciąga uwagę.
Aha, jest też lokalna legenda, że Czarcia Maczuga to nic więcej jak głaz niesiony przez diabła do Krzeszowa, by spuścić go na budowany przez cystersów klasztor. Musiał to zrobić póki noc, ale kiedy leciał nad Gorzeszowem zaczęły piać koguty — czart za dnia nic nie wart, kamień upuścił, ten wbił się w ziemię, na zawsze, właśnie w tym miejscu.
Ja tam w diabły nie wierzę, ale Czarcią Maczugę na własne oczy widziałem — można ją odnaleźć w Gorzeszowie (tym samym, w którym grasuje słynny kangur-Godzilla), w sumie może to Zawory, a może Kotlina Krzeszowska. Dotrzeć do niej bardzo łatwo, ponieważ jest położona tuż przy szosie, przy niej niewielki parking na kilka aut — w sumie stoi na środku łąki, więc dostęp i widok jest bardzo łatwy — miejsce dobre choćby na krótki odpoczynek i popatrzenie.
A dla chętnych lub zainteresowanych — odnośnik do Mapy.com
(fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)