Mieroszów wielu Polakom może przywodzić na myśl jeszcze jedno przygraniczne miasteczko w drodze w Adršpašsko-teplické skály. Skojarzenie mylące, bo po co się ograniczać: przecież o rzut beretem mamy kolejne piaskowcowe cudeńko: Czartowskie Skały.
Czartowskie Skały to niewielka formacja, składająca się z dwóch lub trzech skał, stanowiąca część Zaworów. Nieco odseparowana od tego pasma, mają jedną niezaprzeczalną przewagę — bardzo łatwo się do nich dostać, ponieważ tuż pod nimi przebiega szosa z Mieroszowa przez Różaną do Łącznej. Same w sobie niewielkie, więc bardzo niespieszne obejście zajmie nie więcej niż dwa kwadranse; niewysokie, co przecież nie oznacza, że jakieś minimum kondycji nie okaże się przydatne.
Dla odpowiedniego dozowania emocji polecam rozpocząć zwiedzanie od wiatki turystycznej, przy której jest coś w rodzaju parkingu na kilka aut (dojazd dość nieformalną drogą gruntową, pod górę), a podążać w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegara. Dzięki temu najpierw obejdziemy masywną bułę u jej podstaw, a po podejściu stromą ścieżką staniemy na wąskiej, kilkunastometrowej długości skalnym grzebieniu.
To pierwsze z „Bliźniaczek”… bo przecież z Czartowskimi Skałami też wiąże się jakaś romantyczna legenda o diable i trzech siostrach, które finalnie zostały zaklęte w kamień — jeśli ktoś lubi lub potrzebuje, to można poszukać, ale najprawdopodobniej jest to taka sama ściema jak błędne dane kartograficzne i nazwy formacji na niektórych mapach (multiplikujące się „Bliźniaczki” i „Samotna”, etc.), a przecież dezinformacji powielać nie będziemy.
Dalej jest jeszcze lepiej, ponieważ to co czyni Czartowskie Skały wyjątkowymi to oczywiście erozja: kruszony zębem czasu, oblewany deszczem i smagany wiatrem piaskowiec potrafi przybierać najdziwniejsze formy i kształty, w tym przypadku — czaszki olbrzyma, uwięzionej w ziemi, aż po oczodoły. Wygląda trochę jak Mohyla smrti w Ostašu, z tą różnicą, że puste okna są jeszcze bardziej wyraziste…
Troszkę trzeba uważać, ponieważ ten spłatechek gleby przed skałą jest naprawdę bardzo wąski, więc nieostrożny krok do tyłu, o co nietrudno po deszczu lub jeśli spotka się tam kilka osób, może skończyć się poślizgnięciem i całkiem długim zjazdem do podstaw wzniesienia. Wiem też, że dla niektórych osób to miejsce jest nazbyt eksponowane i preferują oglądanie z bezpiecznej odległości — dotyczy to zwłaszcza najbardziej wysuniętego na południe krańca grzędy, tworzącego coś w rodzaju naturalnego punktu widokowego.

Czy warto wybrać się w Czartowskie Skały? Najlepiej przekonać się samemu, ta garść pstryków to tylko drobna podpowiedź.
Tu muszę wyznać, że przez wszystkie te lata poniewierania się w lepszych lub jeszcze lepszych pagórasach — wychodząc z założenia, że jeśli mam wybór między szlakiem na godzinę i na pięć godzin, z czego ten drugi sugeruje możliwość dokręcenia dodatkowych dwóch — dość starannie omijałem te okolice. A z takim podejściem okazuje się, że człowieka omijają atrakcje mniejsze w rozmiarach, acz wcale nie mniej interesujące (i pomyśleć, że trzeba było starzejącej się psinki, żeby to pojąć 😉
A na deser po zobaczeniu Czartowskich Skałek, jeśli tego samego dnia najdzie Was chęć zobaczyć Czarcią Maczugę w Gorzeszowie, warto pod drodze na chwilę zatrzymać się we wsi Kochanów i zobaczyć zabytkowy kamienny stół sądowy — dawne miejsce rozstrzygania sporów. Jeśli komuś źle się kojarzy, to podkreślam, iż nie ma dowodów, by średniowieczny proces zawsze kończył się kaźnią od razu po wyrokowaniu 😉
Chętnym, którzy chcieliby zobaczyć Czartowskie Skały na własne oczy — rzut oka na mapkę
Jak też odnośnik do miejsca, gdzie znajduje się stół sędziowski w Kochanowie.
(fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)