Kontynuując opowiastkę o miejscach ulotnych i prawie niedostrzegalnych dziś czas na Růžový palouček — taki mały pipsztok na granicy pomiędzy Niedamirowem i czeskim miastem Žacléř, czyli prawie w Karkonoszach.
W kwestii formalnej: u naszych południowo-zachodnich sąsiadów można znaleźć więcej niż jedno miejsce znane jako Růžový palouček. Wszystko to za sprawą Aloisa Jiráska — czeskiego Sienkiewicza — który trwale powiązał nazwę miejsca w pobliżu Litomyšla z historią religijnej Jednoty Braci Czeskich. Podobna jest geneza „Różaj łąki” na czesko-polskiej granicy: tędy właśnie wielki protestancki myśliciel Jan Ámos Komenský miał, uchodząc do polskiego Leszna przed wymierzonymi w protestantów prześladowaniami, przejść przez granicę…
…no zaraz, zaraz: jaką dokładnie granicę Comenius mógł przekroczyć w tym miejscu w lutym roku pańskiego 1628? Na południu Królestwo Czech (ściśle Korona Czeska), na północy Śląsk, czyli wszystko wciąż we władaniu Habsburgów, bo przecież Prusacy odbili Śląsk dopiero za sto lat. Salwując się ucieczką przed katolicką opresją do tolerancyjnej Rzplitej siłą rzeczy musiał opuścić ziemie Świętego Cesarstwa Rzymskiego w jakimś innym miejscu 😉
No ale, ale, wszakże nie od dziś wiadomo, że historia lubi symbole i uproszczenia, bo czymże innym jest pokazywanie miejsc wiodących do gościnnego i bezpiecznego Leszna — bez przywoływania tego, że trzy dekady później innowiercy, w tym także Comenius, oskarżani o popieranie szwedzkiej inwazji, z Polski uchodzić musieli?
(Dla przypomnienia: sto lat później morawscy uchodźcy religijni znaleźli swoje miejsce w łużyckim Herrnhut, ale to już będzie całkowicie inna historia.)

Wracając ad rem: ten Růžový palouček to sprawiający bardzo sympatyczne wrażenie punkt w czasoprzestrzeni: kilka ławek, huśtawka zawieszona na konarze drzewa, jakiś krzyż na kamiennym postumencie, trochę dalej figura św. Anny (łażąc po tych rewirach łatwo o wrażenie, że ich dawni mieszkańcy nie mieli nic innego do roboty, oprócz wyciosywania religijnych artefaktów), pomnik repatriantów powracających do Czechosłowacji z Polski, Śląska i Ukrainy (zapewne chodzi o Ruś Zakarpacką, choć na Wołyniu też jakaś czeska mniejszość pomieszkiwała).
Oraz symboliczny kamienny labirynt, prowadzący do centralnie umieszczonej płaskorzeźby przedstawiającej profil Jana Ámosa Komenskiego — nawiązanie do jego książki „Labirynt świata i raj serca”, a właściwie „Labyrint světa a ráj srdce”, bo dzieło to zostało napisane (jeszcze? już? to też ciekawa sprawa) w języku czeskim. (W takich miejscach przypominają mi się „Polskie mity o Czechach”, gdzie Jakub Medek pisał, że Czesi wcale nie są mniej patriotyczni niż Polacy, tyle, że inaczej swój patriotyzm manifestują — a na pewno lepiej, także za sprawą turystyki, historię swej ojczyzny znają.)
Růžový palouček to spokojna, położona na uboczu popularnych szlaków miejscówka. Można do niej przespacerować się z polskiego Szczpanowa (przedłużając wycieczkę w drodze powrotnej da się ochłodzić w Jeziorze Bukowskim), jednak wydaje się, że najatrakcyjniejsza może być runda okrężna z Niedamirowa. Natomiast z Žacléřa (na zdjęciu powyżej) prowadzi tam wąska asfaltówka (niewielki parking jest jakieś 300 m przed granicą), jednak tego wariantu per pedes zdecydowanie bym nie polecał.
Ot taka tam błaha drobnostka.
(fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)