Dania jest płaska jak stół, na tyle, że mogłaby służyć jako wzorzec powierzchni płaskiej. Nie ma reguły bez wyjątków, więc można tu znaleźć pulsujące wydmy, oddzielające ląd od morza potężną barierą, jak też wzniesienia służące jako punkty orientacyjne lub znakomite podstawy pod przybrzeżne umocnienia. Na przykład Bulbjerg.

Bulbjerg to wapienny klif położony w gminie Thisted na zachodnim (w tym miejscu właściwie północnym) wybrzeżu Morza Północnego. Ponoć romantyczni poeci nazywali go jedynym klifem Jutlandii… i to jest dość ciekawe, bo właśnie za młodego Mickiewicza (w 1825 r.) sztormowa fala przerwała przesmyk Agger Tange, odrywając północne fragmenty Półwyspu Jutlandzkiego (Jylland) i tworząc w ten sposób wyspę Nørrejyske Ø1.

I czas na małą dygresję, ponieważ sytuacja jest jeszcze bardziej zagmatwana: pół wieku później permanentne nasypywanie się piachu spowodowało odbudowanie się przesmyku… a tak naprawdę wówczas Agger Tange stał się tylko półwyspem, ponieważ w 1863 r. inny sztorm utworzył, nieco na południe, kanał Thyboron — więc Nørrejyske Ø wciąż była wyspą (odseparpowaną od Jutlandii cieśniną Limfjorden2), a Niemcy mieli po co budować twierdzę Thyboron.
Bulbjerg jest punktem na tyle dominującym nad okolicą, że Niemcy wykorzystali go jako podstawę radaru Würzburger Riese. Nie trzeba szczególnie wytężać wzroku, by ujrzeć ślady tej budowli, acz uwagę i tak przykuwa wzniesiony na szczycie skały — dziś wykorzystywany jako przyrodnicza i historyczna mini-ekspozycja — bunkier. Skała stanowi też znakomity punkt obserwacyjny, z którego można dostrzec nawet latarnię morską Rubjerg Knude Fyr.
Rzecz w tym, że Bulbjerg jest istnym rajem dla ptactwa. Wikipedia podaje, że na klifie gniazduje m.in. pół tysiąca par rybitw, a także głuptaki i maskonury oraz inne morskie ptaki, toteż nie można się dziwić, iż ten obszar — jako Natura 2000-område nr. 16 Løgstør Bredning, Vejlerne og Bulbjerg — podlega ochronie siedliskowej.

Śmiałek, który zdecyduje się zejść z wierzchołka skały ku morzu (prowadzą tam drewniane schodki, które po deszczu, o który tutaj nietrudno, mogą być dość śliskie), zobaczy i usłyszy — jeśli pozwoli ryk wiatru i łoskot spienionych fal — niezliczone ptaki, które siedzą, krążą, polują. Zaskoczyć może brak zapachu ptasiego łajna, ale takie już jest to Morze Północne: przewiane na cztery wiatry do granic sterylności.

Na pewno warto poświęcić ten kwadrans lub dwa i obejrzeć Bulbjerg także od jego podstawy: zachodnia ściana klifu, nieco przypominająca nos śpiącego, pradawnego jaszczura (nazwa skały tłumaczy się jako „Bulwiasta Góra”), jest obrazem dość znanym; jego wschodnie stromizny mogą zaskoczyć plażą wyłożoną dużymi głazami.


Psiapsiółka była tutaj dwukrotnie, za każdym razem raczej niezadowolona: cóż z tego, że sierpniowe temperatury całkiem przyjemne (przeciętnie 18-20 stopni, acz odczuwalna, ze względu na wiatr, jest znacznie niższa), cóż z tego, że piaseczek (który pieseczek bardzo uwielbia) — skoro duje tak potężnie, że unosząc drobiny kwarcowego pyłu wciska je w suczy nos, w wierne psie oczy…
Napór i siła tego wiatru, tych fal potrafi być tak potężny, że z łatwością kruszy skały: przez stulecia przy Bulbjergu z morskiej tafli wystawał samotny szpic skały Skarreklit — powalił ją dopiero sztorm roku 1978. Dziś Skarreklit wygląda jak ledwie kikut, wrzucony do wody duży głaz.

Tak czy inaczej warto odwiedzić Bulbjerg, o każdej pogodzie i porze dnia. To Dania, więc nie spodziewajcie się tłumów, natomiast oczekujcie pięknych widoków, niezależnie od perspektywy i kąta spojrzenia: jak plaże, to najpiękniejsze (i najczystsze), jak woda, to najzimniejsza, jak wiatr, to niosący tyle energii, że hej.
Dla chętnych i zaintrygowanych pokazówka na mapie:
- Gdzie ø to „wyspa”, podobnie jak sø to „jezioro”; dla niepoznaki hav to „morze”, ale już Morze Północne to Nordsø. Jeśli dodam, że tak po duńsku oznacza „dziękuję”, to będzie pełna jasność 😉 Dorzucić warto, że Nørrejyske Ø tłumaczy się jako „Wyspa Północnej Jutlandii”, więc choć nie jesteśmy na Półwyspie Jutlandzkim, to jest to Jutlandia nie tylko administracyjnie. ↩︎
- Ciekawostka: tu Limfjorden, a na Istrii mamy Limski zaljev — czyżby rację mieli zwolennicy tezy, iż źródłosłów wielu nazw geograficznych związanych z wodą pochodził od języka Celtów lub innych Wikingów? (por. „Don”, „Doniec” i „Dunaj”)? Czy chodzi o to, że bariera wody stanowiła istotną granicę — limes? ↩︎
(fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)