Trzymając się jeszcze przez moment tematyki turystyki postmilitarnej: jeśli niektórym Dania kojarzy się z Legolandem, jeszcze innym ze „słodyczami” lakridis — mi kojarzyć będzie się przede wszystkim z wyrzuconymi na plaże, skamieniałościami pradawnych stworów, skruszonymi erozją, odwiecznie smaganymi wiatrami bunkrami Wału Atlantyckiego. Na przykład Festung Thyborøn.

Zaczynając od początku: w kwietniu 1940 r., po krótkiej i raczej bezkrwawej walce, nazistowskie Niemcy podbijają Danię, rozpoczyna się era „pokojowej okupacji”. Po kilku latach, obawiając się inwazji aliantów, Hitler rozkazuje budowę Wału Atlantyckiego, łańcucha bunkrów, twierdz i umocnień strzegącego zachodnich wybrzeży „zjednoczonej Europy”. Tysiące takich obiektów powstaje od granicy francusko-hiszpańskiej, poprzez Normandię i Danię, aż do Norwegii.


Jednym z elementów Atlantikwall było Festung Thyborøn, ponad setka bunkrów strzegących stanowisk radarowych Stützpunkt Lama` zbudowanych u wejścia do duńskiej cieśniny Limfjorden. Punkt strategicznie niezwykle istotny, albowiem opanowanie wybrzeża — dokładnie w miejscu oddzielającym Jutlandię od wyspy Nørrejyske Ø — mogłoby nie tylko utrudnić transport rudy żelaza ze Szwecji, ale i zagrozić panowaniu Kriegsmarine na Bałtyku.


Źródła podają, iż w przypadku twierdzy Thyborøn zastosowano bardzo ciekawy sposób maskowania: otóż została ona zaprojektowana w sposób przypominający… krajobraz wiejski. Bunkry nie miały się wtapiać w przyrodę, lecz raczej przypominać wiejskie domy, z kominami, oknami, drzwiami, kryto je dachówką, zdarzały się też bunkry imitujace stodoły, magazyny, etc.,etc. Ślady tej kreatywności widać po dziś dzień!


I jeszcze ciekawostka: pomysłodawcą takiego kamuflażu był młody duński architekt Poul Morell Nielsen — przy okazji (nie)znany jako ’Turtle Spy’ szpieg współpracujący z duńskim ruchem oporu i Brytyjczykami. Nielsen wszystko co zaprojektował, od razu przekazał aliantom, dzięki czemu mieli doskonałe rozeznanie w materii… jak wiadomo historia potoczyła się tak, że doszło do lądowania w Normandii.

Dziś potęga Festung Thyborøn wydaje się przypominać sen wariata — zwalone na plaży, zasypane piaskiem, biczowane morskimi falami bunkry przypominają scenografię kolejnej części filmu „Mad Max” — natomiast pomysłowość i utylitarne podejście do rzeczywistości Duńczyków nie opuściły, toteż dziś niektóre poniemieckie bunkry są wykorzystywane nie tylko jako muzea lub galerie sztuki, ale też punkty widokowe lub darmowe schronienia dla wędrowców i turystów (słynne duńskie shelterplads).

Będąc w Thyborøn warto też rzucić okiem na ciekawy park pamięci upamiętniający 8645 marynarzy — służących pod flagą brytyjską, jak i w marynarce Kajzera — poległych podczas bitwy jutlandzkiej, która rozegrała się u wybrzeży neutralnej wówczas Danii pomiędzy 31 maja a 1 czerwca 1916 r. Monument składa się z 26 granitowych obelisków symbolizujących każdy zatopiony okręt — każdy głaz, kształtem przypominający dziób idącego na dno okrętu, jest podpisany nazwą jednostki (HMS Queen Mary, SMS Lützow, HMS Defence, SMS Elbing) — otoczonych uproszczonymi figurami ludzkimi, symbolizującymi liczbę zabitych na pokładzie.
Proste, znaczące, smutne.


Dla poruszonych: Thyborøn na mapie. Bunkry znaleźć można na całym zachodnim wybrzeżu miejscowości, obok nich park pamięci marynarzy poległych w bitwie jutlandzkiej.
(fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)