Jeśli wieża Rostiger Nagel — choć niepiękna, to przyciąga swym niekwestionowanym magnetyzmem — zasługuje na miano żelaznego gwoździa Pojezierza Łużyckiego — to jak określić przylądek Grenen? Niepiękny, na zdjęciach mało efektowny — ot, spłachetek piasku z obu stron oblewany wodą — a jednak przyciąga, nęci i kusi jak syreny Odyseusza.

Grenen to niewielki piaszczysty przylądek (cypel? kosa? — anglojęzyczna Wikipedia określa to jako „sandbar spit”, gdzie „spit” tłumaczy jako „kosa, szpyrk”) leżący na północnym krańcu półwyspu Skagen Odde. Wąski, wyrastający na czubku wyspy Nørrejyske Ø, piaszczysty klin ma jedną cechę szczególną: rozdziela wody Skagerraku i Kattegatu. Dzięki temu Grenen jest miejscem, gdzie można stanąć lewą nogą w Morzu Północnym, a prawą — w Bałtyku (lub na odwrót, jeśli ktoś tak woli, acz widok wówczas jest nieco gorszy).

Na Grenen najlepiej wybrać się z jednego z parkingów leżących na peryferiach miasta Skagen1. (Bajdełej to też ciekawe: choć wygląd domów na zachodnim wybrzeżu Danii bardzo przypadł mi do gustu — niskie, przysadziste, domy-stodoły w południowej Jutlandii bardzo często kryte ciekawą strzechą, to jednak duńskie miasta i wsie nie powaliły mnie na kolana.) Warto być wcześniej, ponieważ — to też nieczęste, przynajmniej w drugiej połowie sierpnia (uważanej tutaj za okres po sezonie) — na cyplu można spodziewać się pewnego tłumku.

Zostawiwszy za plecami Skagen i charakterystyczną szarą latarnię morską (Det Grå Fyr) kierujemy się, wzdłuż bałtyckiego wybrzeża, na północny wschód. W krótkim marszu towarzyszą nam betonowe, zrzucone do wody lub zastygłe na piachu, kloce Wału Atlantyckiego, dziś przydatne głównie ptactwu jako punkt na odpoczynek; na horyzoncie kołyszą się statki czekające na wejście do portu. Tak można iść, choćby w nieskończoność: nie jest gorąco, a nawet jak jest słonecznie — Skagen Odde uchodzi za najbardziej słoneczny rejon w Danii — to nigdy nie jest duszno2.
Po niedługim marszu — niektórzy ratują się przejażdżką charakterystycznym traktor-busem; strata czasu i pieniędzy, zwłaszcza, że ich trasa biegnie przez mniej ciekawe okolice — docieramy… no właśnie: wybierając się na przylądek Grenen warto wystartować wcześnie, ponieważ jest na tyle popularny, że kusi relatywnie dużo osób. Ale jeśli komuś uda się dobrze wstrzelić, może mieć miejscówkę całą dla siebie — jak się ten manewr nie powiedzie, to skończy się jak na zdjęciu powyżej i poniżej (oba wykonałem w sierpniu 2024 r. — pozostałe to sierpień 2026 r.).
I oto jest: po lewej Morze Północne, reprezentowane przez Skagerrak, nieustannie szturmujące swymi falami w kierunku wschodnim. Po prawej Bałtyk — aka Kattegat, czyli druga z cieśnin oddzielających Danię od pozostałych krajów skandynawskich (fantasta taki jak ja sobie przypomni, że w czasów, gdy Dania była regionalną potęgą, Skagerrak i Kattegat były ich wewnętrznymi cieśninami) — wciąż napór ten odpychający. Trzask zderzających się zwałów wody, szum (momentami ryk) wiatru, siły żywiołów… Grenen jest miejscem, w którym Morze Bałtyckie wygląda naprawdę interesująco!

Patrzeć na fizyczno-geograficzny spektakl można długo, acz nie w nieskończoność — Kuata uważa, że każda chwila w takich warunkach jest chwilą straconą, a tak szybko ruszająca się woda sieje przerażeniem do sześcianu — zatem po jakichś dwóch kwadransach (i po przybyciu jednego traktor-busu) zbieramy się do powrotu do auta.
Czy warto pruć na północ Danii, by zobaczyć Grenen na własne oczy? Ujmę to w ten sposób: na pewno wybrzeże Morza Północnego warte jest mszy, nie mam też wątpliwości, że zjawisko jest godne uwagi — w przeciwnym razie nie pojawilibyśmy się tam dwukrotnie, i to w odstępie zaledwie dwóch lat. Ale też nie mam wątpliwości, że Jutlandia obfituje w inne, znacznie piękniejsze i nawet bardziej szokujące miejscówki.

Świadom, iż statyczne zdjęcia (na pewno moje) nie potrafią oddać tego, co najciekawsze na cyplu Grenen — pozwoliłem zatem sklecić niedługi filmik. Nie bijcie za jakość, mimo wszystko nie mam motywacji, by się nauczyć magii obrazka ruchomego — niemniej mam nadzieję, że nie jest na tyle chaotyczny, by odrzucił od pierwszej minuty (tych minut jest niewiele więcej!).
Jak trafić na półwysep Grenen? Podpowiedzi można poszukać na dołączonej mapce:
- Uwaga: parkingi płatne, co jest w tych okolicach olbrzymią rzadkością — ale ciekawe jest to, że jeden bilet parkingowy „chodzi” na wszystkich parkingach w Skagen. ↩︎
- Nie ma zaduchu, nie też znanego nie tylko z południa Europy fetoru rozkładających się śmieci — od razu dodam, że to nie tylko zasługa fenomenalnego klimatu. ↩︎
(fot. i wideo Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)