Perypetie z wydostaniem się z wyspy Mandø pokazują, że złośliwe morze potrafi zabrać ląd spod nóg (kół), i oddać go kiedy zechce. Latarnia morska Rubjerg Knude Fyr to dowód, że nieźle zakpić z człowieka potrafią także inne żywioły, w tym przypadku: wiatrem niesiony piasek.

Zaczynając niejako od początku: wyobraźcie sobie piaszczystą ścianę wyrastającą na sześćdziesiąt metrów ponad Morze Północne1. To klify Lønstrup Klint, rozciągające się na długości kilkunastu kilometrów pomiędzy miasteczkami Lønstrup i Løkken.

Wyobraźcie sobie, że te osypiste klify przechodzą w rozległą wydmę. W tym miejscu klify zyskują nazwę Rubjerg Knude, a ich ukoronowaniem jest ruchoma wydma znana pod tą samą nazwą.

Tego nie trzeba sobie wyobrażać: zachodnie wybrzeże Jutlandii uchodzi za jedne z najbardziej niebezpiecznych na świecie, więc wytyczenie bezpiecznego szlaku żeglugowego przez Skagerrak to kwestia życia lub śmierci setek, jeśli nie tysięcy, marynarzy. Stąd też u schyłku roku pańskiego 1899 na wydmie, w bezpiecznej odległości od morskiego brzegu, pojawiła się latarnia morska Rubjerg Knude Fyr2.

Wyobraźcie sobie (to można zobaczyć na starych fotografiach), że dwudziestotrzymetrową wieżę wybudowano, wraz z domem i niezbędnym zapleczem dla latarnika i jego rodziny, na sporej łące, w bezpiecznej odległości od brzegu. Dzięki doskonałemu położeniu jej światło — zawdzięczano to zespołowi 134 ręcznie polerowanych soczewek Fresnela i stale unowocześnianemu źródłu światła — było widoczne z 42 kilometrów.


Wyobraźcie sobie teraz, że wydma Rubjerg Knude cały czas wędruje, pożerając i tratując wszystko, co napotka na swej drodze; Wikipedia podaje, że to zjawisko nasiliło się po roku 1910. Nie oszczędza niczego, co znajdzie na swojej drodze — i co pojawiło się na jej powierzchni. Najpierw pod tonami piachu zniknął ogród warzywny, wkrótce trzeba było zacząć regularnie odkopywać budynki. Większą operację polegającą na wywiezieniu piasku przeprowadzono w 1950 r….

…zjawisko nasilało się tak bardzo, że po kolejnych kilkunastu latach latarnia morska Rubjerg Knude Fyr została na tyle zasłonięta murem piachu3, że w 1968 r. podjęto decyzję o jej wyłączeniu z użytku. Jednak na zdjęciach wykonanych pod koniec wieku dwudziestego latarnia stoi jak stała, zaś w dwóch pobliskich budynkach funkcjonowała kafeteria dla turystów. Wybiegając nieco do przodu: dziś nie widać po nich nawet smętnych śladów.

Czas na tradycyjną dygresję: w Danii ruchome wydmy próbuje się okiełznać, obsiewając trawą i wysadzając przystosowane, wiążące grunt swymi korzeniami drzewa. Takich klitplantage jest wiele, i chociaż mogą przypominać zwykły las — chyba że przyszło im trwać w miejscu, gdzie żywioł nie pozwala na wiele — to tak naprawdę stanowią sztuczną uprawę leśną4. Jak się okazuje w tym miejscu tego rodzaju próby okazały się przeciwskuteczne, ponieważ wydma potraktowała sosnowe pnie jako doskonałą podbudowę do piętrzenia jeszcze większej ilości piachu!

Z czasem było jeszcze gorzej: w 1980 r. w latarni otwarto muzeum piasku, ale po dwóch dekadach trzeba było je — ze względu na nadmiar eksponatów — zamknąć. Pozostałości budynków zaczęły się walić pod naporem masy, wokół nich wytworzył się niebezpieczny — wszakże to miejsce cały czas było odwiedzane przez turystów — kilkumetrowej głębokości „wir piaskowy”.

Jest nawet ciekawiej: już w 2012 roku temu wydmie udało się ominąć latarnię, spłaszczyć i pomknąć dalej (naukowcy obliczyli, że aktualnie erozja postępuje dwukrotnie szybciej), zaś sama wieża zaczęła się coraz bardziej zbliżać do krawędzi klifu — a właściwie to krawędź klifu coraz bardziej zbliżała się do latarni.


Tragedia wisiała na włosku: obliczono, że jeszcze rok-dwa, a zabytek skończy w morskiej kipieli… Stąd szybka decyzja o jej odsunięciu od Morza Północnego — i już w 2019 r. latarnia morska Rubjerg Knude Fyr została wykopana, oddzielona od fundamentów, ustawiona na specjalne rolki, przeniesiona o 70 metrów w głąb lądu. Tam można ją zastać do dziś.

Byliśmy tam dwukrotnie, nie mierzyłem — ale strzelam w ciemno, że w sierpniu 2026 r. z tych dodatkowych siedemdziesięciu metrów wiele nie zostało. Sama latarnia morska Rubjerg Knude Fyr służy aktualnie jako wieża widokowa, po całej, naprawdę potężnej wydmie, można śmiało pospacerować — na własne oczy przekonać się jaka ten piaseczek to jest groźna potęga.

Nie mam pojęcia czy operacja pt. przeniesienie latarni morskiej usunie ryzyko raz na zawsze — oglądając stare i mniej stare zdjęcia można się przekonać, że wygląd tego miejsca tak często, tak bardzo i tak szybko się zmieniał, że wszystko jest możliwe.

Czy warto pojechać i zobaczyć to cudo na własne oczy? Jest to jeden z wielu bardzo ciekawszych jutlandzkich przykładów niszczycielskiej siły przyrody (i w sumie bezsilności człowieka w starciu z żywiołami) — więc na pewno tak. Strasznie daleko nie jest, a po drodze jest tyle atrakcji — zachodnie wybrzeże Danii jest naprawdę niesamowite — że raczej nie będziecie żałować.
Na wszelki wypadek skręciłem tam także niedługi (i niezbyt udany) filmik, więc na początek można popatrzeć tutaj.
Dla chętnych, zaciekawionych, zainteresowanych — rzut oka na mapkę poglądową:
- Ciekawostka: w tym przypadku wysokość bezwzględna jest także wysokością względną! ↩︎
- Gdzie fyr oznacza „latarnia morska” ↩︎
- I znów mogę tylko zacytować Wikipedię: niemiecka mówi, że w tym czasie wydma Rubjerg Knude osiągnęła wysokość 50 m, podczas gdy duńska ogranicza się do wyjaśnienia, że jej zwały zaczęły stwarzać zagrożenie dla latarni. Nie ma aż tak dokładnych zdjęć z tamtych czasów (zwłaszcza wykonanych z drona), jednak logika podpowiada, że pod latarnię wykorzystano naturalne wzniesienie — które po prostu wciąż się wznosiło i przesuwało. ↩︎
- Klitplantage to dosłownie „plantacja wydmowa”; dla odróżnienia prawdziwy „las” to skov. ↩︎
(fot. Magdalena Rudak & Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)