Wydmy, wiatry, ruiny, chłodne morza, (toalety). Nie będę skrywał, że turystyka miejska nie jest tym, co urzekałoby mnie w sposób szczególny, co przecież nie oznacza, że od czasu do czasu nie wypada rzucić okiem na jakieś miasteczko. Podróżując przez Danię dwa lata temu było to Ebeltoft na bałtyckim wybrzeżu Jutlandii, w tym roku padło na Ribe.

Ribe to nieduże miasto położone w Południowej Jutlandii, niedaleko wyspy Mandø. Historia miasta sięga ósmego wieku, co czyni je jednym z najstarszych by nie tylko w Danii, ale w całej Skandynawii (wyprzedziło Oslo o przeszło dwieście lat, a Kopenhagę i Sztokholm o czterysta). Ribe jest tak stare, że powstało jeszcze przed chrystianizacją państwa Danów — to tutaj erygowano, za sprawą misjonarskiej pasji Ansgara, pierwszy kościół w Danii. Ba, dwa wieki zanim Kopenhaga została stolicą, zamek królewski mieścił się właśnie w Ribe — pozostałości jego ruin do dziś można zobaczyć na otoczonym fosą kopcu Riberhus Slotsbanke.
Urokliwe, spokojne, czyściutkie, niewielkie — starówkę w Ribe najlepiej poznawać snując się z lewa w prawo i z powrotem. Nam się jakoś udało spędzić tu prawie dwie godziny, bo choć psiapsiółka preferuje nieskrępowaną przyrodę, duńskie miasta są na tyle ciche, a ludzie spokojni, że nie spanikowała.
(Jak się łaziło i co się widziało pisać nie będę — jak ktoś się tam wybierze, to zobaczy, a jak nie, to nie.)

Czas na małą dygresję na trzy akapity: to właśnie w Ribe zaczęła się cała historia duńsko-niemieckiego sporu o Szlezwik i Holsztyn. Sęk w tym, że w tym mieście w 1460 roku król Christian I nadał sobie godność księcia Szlezwiku (będącego duńskim lennem) oraz pozwolił się wybrać na hrabiego Holsztynu, przy okazji proklamując niepodzielność i na zawsze niepodzielność (Up Ewig Ungedeelt) tych prowincji. Dla unaocznienia zakręcenia: jako książę Szlezwiku duński monarcha był równocześnie lennikiem króla Danii, udzielono też gwarancji, iż Holsztyn — który wchodził w skład Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego — do Danii nie zostanie nigdy przyłączony.
Jeśli komuś się wydaje, że dopiero dwudziesty pierwszy wiek można nazwać erą prawno-politycznych fikołków: otoczone z trzech stron ziemiami księstwa Szlezwiku (od wschodu granicę stanowiło Morze Wattowe), Ribe nie wchodziło w jego skład — nominalnie stanowiło królewską enklawę (kongerigske enklaver). Po wojnie roku 1864 większość enklaw położonych na południe została włączona, w ramach wymiany terytorium, do Prus — Ribe z przyległościami pozostało przy Danii, tworząc przez to pewne wybrzuszenie w przebiegu granicy z późniejszą II Rzeszą. I tak aż do 1920 r., czyli do przeprowadzonego na podstawie Traktatu Wersalskiego plebiscytu ustalającego ostateczny kształt granicy duńsko-niemieckiej. (Usprawiedliwione wydaje się więc stwierdzenie, że Dania — neutralna podczas Wielkiej Wojny — realnie na niej zyskała.)

Jeśli kogoś takie meandry dziwią, to nie dziwić nie powinny: przecież nieco wcześniej, acz już po epoce podboju Wikingów, to Dania była regionalną potęgą, mającą nie tylko wpływy na „polskim” Pomorzu Zachodnim2, ale też (dzięki unii kalmarskiej) sięgającą Norwegii i południowej Szwecji. Już tylko jako dygresja do dygresji niechaj posłuży informacja, że „Dania Wschodnia”, obejmująca m.in. Skanię, została scedowana na rzecz Szwecji dopiero w 1658 r. — tuż przed tym jak hetman Czarnecki wybrał się w sukurs Duńczykom, a następnie „wrócił się” przez morze (tak, to były czasy tego samego szwedzkiego ekspansjonizmu, w Polsce znanego jako potop szwedzki).

Wracając ad rem: niewątpliwego uroku miastu dodaje luźno wijąca się rzeka Ribe Å3 z historycznym morskim portem. Rzeka dająca życie i zarobek, ale też w przeszłości stwarzająca dodatkowe niebezpieczeństwa: Ribe było wielokrotnie zatapiane przez mniejsze lub większe sztormy i powodzie, w tym wywołaną cyklonem Grote Mandrenke (1362 r.) oraz Burchardi (1634 r.), podczas którego woda uniosła się o przeszło sześć metrów. Wieki płyną, a ślady tej wielkiej wody w mieście są nadal widoczne (oczywiście tylko dlatego, że tubylcy pieczołowicie je przechowują).
Ostatnią tak wielką powodzią na Morzu Północnym była Watersnoodramp, która 1953 r. pociągnęła za sobą 2551 ofiar w Niderlandach i Wielkiej Brytanii. Duńczycy znacznie wcześniej zaczęli budowę solidnych zabezpieczeń — właściwie cały brzeg jest osłonięty potężnym łańcuchem wałów przeciwpowodziowych (nie ma ich tylko tam, gdzie naturalną zaporę dają wydmy).

Niewielki punkcik na tego niewielkiego cypelka na mapie Europy — Ribe na pewno warto odwiedzić, podobnie jak całą zachodnią Jutlandię.

Chętnym lub zaciekawionym chciałbym pokazać położenie Ribe na mapie:
- I pomyśleć, że taka międzynarodowa kariera była możliwa w czasach, kiedy nie było nie tylko internetów, dzięki któremu zawczasu możemy sprawdzić co i jak gdzieś tam wygląda, ale też podręczników do nauki języków obcych, słowników, etc.,etc. ↩︎
- A może to Gryfici mieli wpływy w Danii? wszakże to książę słupski Bogusław został królem Norwegii (jako Eryk III), królem Danii (jako Eryk VII), a następnie królem Szwecji (jako Eryk XIII) — jeden człowiek i tyle imion… może dlatego znamy go pod mianem Eryka Pomorskiego. ↩︎
- Gdzie å tłumaczy się jako „rzeka”. ↩︎
(fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)