P.T. Czytelniczki i Czytelnicy tamtego „Czasopisma” mogą kojarzyć, że jedenastą rocznicę wyjścia ze schroniska Kuata uczciła niedługą wycieczką przez Lasocki Grzbiet w Karkonoszach. Spieszę donieść, że swe dwunaste urodziny nasza psiapsiółka uczciła krótką objazdówką i spacerem przez Orlické hory.
Czy Kuata naprawdę urodziła się 20 września 2014 r.? To oczywiście data zaledwie umowna, a wzięła się z tego, że skoro 20 czerwca 2015 r. zabraliśmy ze schroniska dziewięciomiesięcznego podlotka, to krótki riwersendżiniering przez kartki kalendarza prowadzi tam, gdzie prowadzi. Taki los znajd.
Jej okazał się o tyle weselszy, że przecież w swym życiu zwiedziła Wielką i Małą Fatrę, w Karkonoszach i Górach Izerskich była niezliczoną ilość razy, Alpy oglądała nie tylko przez auta szybę, a pogranicze Saksonii ma schodzone na każdy możliwy sposób. Jeśli w psim życiu takie eskapady się liczą, to… być może Kuata zasługuje nie tylko na miarę czworołapnej podróżniczki, ale na jeszcze jeden urodzinowy wypad w atrakcyjne krajobrazy.

Tyle dywagacji: urodzinową wycieczkę rozpoczęliśmy w sobotnie przedpołudnie, od niedługiego marszu przez peryferie Náchodu. Ostatni weekend lata to znakomita okazja do zobaczenia kolejnego jednego „oczka” w łańcuchu przedwojennych czechosłowackich umocnień, a dělostřelecká tvrz Dobrošov, wraz z wciąż tkwiącymi w pamięci obrazami Atlantikwall na duńskim wybrzeżu, dała asumpt do kilku chwil refleksji, że ile się człowiek nie nabuduje, w dobrej czy złej wierze, to czas i tak zrobi swoje.
Trzy z haczykiem kilometry dla dwunastoletniego (i czterdziestokilogramowego) psa to dobry początek dnia. Naszym celem była per se droga, przeto rychło pojechaliśmy dalej — rzucić okiem na świat z wieży widokowej Šibeník1. Rozhledna Šibeník może kiedyś doczeka się osobnej notki, dziś tylko wspomnę, że jest to była / niedoszła elektrownia wiatrowa: otóż w okolicy Novego Hrádka wzniesiono cztery takie wiatraki, które jednak ze względów środowiskowych nie uzyskały pozwolenia na użytkowanie. Trzy z nich rozebrano, czwarty posłużył jako maszt pod wieżę widokową i anteny telekomunikacyjne.

Zostawiając z boku Vrchmezí, minąwszy Šerlich i Velką Deštną — to już „prawdziwe” Góry Orlickie — prujemy dalej, aż do Neratova, znów zobaczyć lekko zaskakujący kościół o szklanym dachu. Barokowa świątynia różni się od wielu podobnych budowli dwoma istotnymi istotnymi detalami: po pierwsze jego wieże są rozwidlone względem osi nawy o 45 stopni (to swoisty znak rozpoznawczy architekta odpowiedzialnego za projekt, nb. Carl Antoni Reina miał zginąć w wypadku na budowie w Neratovie). Po drugie w ramach renowacji na przełomie wieków otrzymał dach ze szklanych tafli.

Neratov z pewnością warto odwiedzić (i nawet poświęcić mu kiedyś odrębny tekst), a przecież zaraz obok, w tej samej gminie Bartošovice v Orlických horách, warto też zobaczyć kościół pod wezwaniem św. Jana Nepomuka. To wszystko efekt historii, bo przecież z jednej strony jesteśmy na kresach Czech wschodnich, ale zaraz na północ rozpościera się tradycyjnie czeska Ziemia Kłodzka…
Ale my prujemy dalej, na wieczorne spotkanie z Rycerzem Frankiem, który wiele wie, ale niczego nie powie.
A niedziela, niedziela była dla nas i dla solenizantki. Celebrację dnia urodzin Kuata zaczęła od niewyczerpującego spaceru przez Králíky — sobotnie popołudnia i niedzielne poranki w czeskich (nie tylko pogranicznych) miasteczkach są wspaniałe — po czym powróciliśmy w Orlické hory właściwe. Wszakże zaplanowanym na ten piękny dzień clou była dělostřelecká tvrz Adam.
Grupa warowna Adam, wybudowana na sudeckim wzniesieniu o tej samej nazwie, miała za zadanie blokowanie ogniem artylerii ewentualnej próby przecięcia Czechosłowacji w jej południkowo najwęższym miejscu. W skład twierdzy wchodziły cztery schrony artyleryjskie, każde z nich wyposażone w stanowiska haubic kalibru 100 mm lub moździerzy, kilka schronów piechoty, a wszystko w otoczeniu kilkunastu mniejszych bunkrów. Całość miało obsadzić przeszło sześciuset żołnierzy Československiej armády.
Ciekawostka, być może nie ściśle tajna: serce grupy warownej Adam nadal wciąż jest wykorzystywane przez wojsko, dostępu do terenu strzegą nie tylko zasieki, podwójne bramy i tablice informujące o zakazie podchodzenia pod obiekt. Troszkę paradne, bo idąc ścieżką przy płocie (choćby przy schronie K-Am-S 39 Hodek) można dostrzec, że na jego obszarze znajdują się… domki kempingowe i inne obiekty wypoczynkowe.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy, zatem po kilku kilometrach (które zajęły nam dobre trzy godziny z haczykiem — połowa to oczywiście odpoczynek) powróciliśmy do auta. A w drodze powrotnej udało się nam odwiedzić m.in. Bystrzycę Kłodzką i Henryków, ale to już historia z całkiem innej beczki.

Relacja nieco spóźniona, ale przecież co nagle to po diable, a lepiej późno niż później — a na mapce można sobie popatrzeć jak i którędy Kuata dokładnie sobie szła:
- Nie mylić z wieżą widokową Šibenice, która swym wyglądem nawiązuje do… czechosłowackich bunkrów! ↩︎
(fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)