Wędrująca wydma Råbjerg Mile

Nie da się zrozumieć co dokładnie dzieje się z wydmą Rubjerg Knude — dlaczego jej peregrynacja to problem nie tylko dla latarni morskiej, którą trzeba było przenosić — bez ogarnięcia umysłem przyrodniczego fenomenu Råbjerg Mile.
Nie ma też szanującego się tekstu o peregrynacjach przez Danię bez wspomnienia tej największej wędrującej wydmy …




Råbjerg Mile to jedna z wielu wydm przemieszczających się przez Jutlandię. Spośród innych piaszczystych stworów wyróżnia się tym, że — zajmując powierzchnię około dwóch kilometrów kwadratowych i pnąc się na 40 metrów wzwyż — jest największym przedstawicielem swojego gatunku w Europie Północnej. Nieujarzmionym, warto dodać.




Źródła podają, że Råbjerg Mile pojawiła się na zachodnim brzegu półwyspu Skagen Odde, być może po części za sprawą eksploatacji ziemi przez człowieka pod wypas zwierząt, jakieś czterysta lat temu. Od tego czasu przesuwa się, pchana zachodnimi wiatrami, z przeciętną prędkością kilkunastu metrów rocznie; przez ostatnie stulecie przemierzyła w ten sposób przeszło półtora kilometra. Rzut oka na mapę podpowiada, że jest mniej-więcej w połowie drogi do wód Morza Bałtyckiego — może być problem, bo właśnie przy wschodnim brzegu wiedzie jedyna droga na północ wyspy Nørrejyske Ø.




Pisałem już, że Dania od wielu lat z niszczycielskim piachem walczy, zadrzewiając wydmy i tworząc klitplantage. W przypadku wydmy Råbjerg Mile jest odworotnie: jako zjawisko przyrodnicze podlega od roku 1900 ochronie1. Paradoks polega na tym, że sto lat temu duński rząd wykupił ziemię, na której wydma się… znajdowała — a skoro ta sterta piachu wciąż prze naprzód, to niewykluczone, że za jakiś czas będzie musiał postarać się nabyć kolejne połacie terenu2.




Råbjerg Mile z pewnością warto odwiedzić — moim skromnym zdaniem jest tego bardziej warta niż przylądek Grenen — a jeśli kogoś to martwi: po jej całym obszarze wolno swobodnie wędrować i ludziom, i psom3. Nie ma wyznaczonych szlaków czy nawet ścieżek, bo przecież nawet jeśli zostawimy za sobą ślad stóp, to nieustannie dujący wiatr raz-dwa wszystko to zasypie, przesypie, przemieści! Aha, jak na całym zachodnim wybrzeżu Jutlandii warto mieć ze sobą jakąś kurtkę przeciwko wiatrowi — a obuwie lepiej zostawić w aucie, bo nie tyle, że się nie przyda, ile będzie przeszkadzało.




Nagrodą za przebrnięcie przez piach i wspięcie się na jej najwyższe wzniesienie (jeśli będzie jeszcze istniało jak przyjedziecie) jest możliwość obejrzenia obu pobliskich mórz — zaś kawałeczek tamtejszego klimatu udało mi się ująć na tym niedługim i zdecydowanie nieprofesjonalnym filmiku.



Dla chętnych i podekscytowanych rzut oka na mapę:



  1. Aktualnie ma status obszaru Natura 2000 nr. 2 Råbjerg Mile i Hulsig Hede. ↩︎
  2. To w sumie też ciekawostka: Nationalpark Thy, najstarszy park narodowy w Danii, powstał zaledwie w roku 2007 — Vadehavet trzy lata później — i chociaż Polak może dziwić się ich podejściu do ochrony przyrody, to z pewnością w państwie duńskim źle się nie dzieje. ↩︎
  3. W Danii zakaz wejścia dla psów nawet na obszary chronione to rzadkość, jak dotąd chyba widzieliśmy takie coś tylko raz, na półwyspie Skallingen. W sumie jest tam nawet śmieszniej, bo psom nie wolno postąpić w miejsca, w które śmiało wolno autem — a tabliczki informujące o zakazie są zaraz obok parkingu. ↩︎

(fot. i wideo Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)

subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze